niedziela, 13 stycznia 2013

W obliczu zimowej pogody chciałbym poruszyć raz jeszcze temat wpływu ćwiczeń fizycznych, a także innych czynników na częstość występowania infekcji górnych dróg oddechowych, tym razem jednak posługując się konkretnymi, zmierzonymi wartościami statystycznymi. Nic tak nie upewnia o słuszności, jak liczby. Moją tezą do tej pory było stwierdzenie, że aktywność fizyczna wpływa na zmniejszenie prawdopodobieństwa tak zwanego przeziębienia. W bazach artykułów medycznych da się odnaleźć wiele artykułów potwierdzających tę tezę, podczas, gdy nie znajduje się żaden forsujący opinię przeciwną.

W 2007 roku pojawiło się badanie naukowe, opublikowane w Medicine & Science Sports & Exercise, badające zapadalność na infekcje górnych dróg oddechowych wśród sportowców  podczas 5 miesięcy sezonu treningowego i zawodów. Badano w sumie 83 osoby, w tym 32 zawodowych kolarzy, 31 kolarzy i triathlonistów amatorów oraz 20 osób prowadzących siedzący tryb życia stanowiących kontrolę. 

Podczas 5 miesięcy zarejestrowano 37 infekcji górnych dróg oddechowych u 28 osób. W grupie sportowców zawodowych przeziębienie wystąpiło 21 razy , u sportowców amatorów 7, a u osób prowadzących siedzący tryb życia (kontrola), 9 razy. Intensywne ćwiczenia, których wymaga sport zawodowy wiązały się z blisko trzykrotnie częstszym występowaniem objawów infekcji górnych dróg oddechowych.

Sport a częstość przeziębień

Większość z infekcji występowała w czasie prowadzenia najintensywniejszego treningu, co po części potwierdza powszechnie znaną hipotezę krzywej "J",  albo krzywej "U". Krzywa ta odzwierciedla istnienie optymalnego natężenia każdego z czynników wpływających na organizm. Zarówno zwiększenie, jak i zmniejszenie intensywności w porównaniu do optymalnego punktu na tej krzywej skutkuje negatywnym wpływem na organizm. Nie inaczej jest w przypadku treningu. Tak więc optymalna częstość i intensywność treningu, uwzględniająca zjawisko superkompensacji, nie jest już częstością optymalną jeśli chodzi o działanie układu odpornościowego. Nie istnieje więc globalnie optymalna intensywność/częstość, ale istnieje optimum w stosunku do osiągnięcia założonego celu. Jeśli celem treningu ma być zdrowie, a nie rezultaty w sporcie, należy to uwzględnić w planie treningowym.

Rzeczywiście, każda sesja ćwiczeń wiąże się z naruszeniem integralności organizmu jako całości i pojawieniem się odpowiedzi zapalnej, która ma naprawić uszkodzenia. Przy okazji ćwiczeń o wysokiej intensywności zwiększeniu ulega stężenie hormonów stresu, których ubocznym efektem jest kilkugodzinne obniżenie odporności, a co za tym idzie zwiększenie podatności na infekcje górnych dróg oddechowych. Dlatego okres bezpośrednio następujący po treningu powinien obfitować w spokój i izolację od osób potencjalnie chorych, a więc korzystanie z komunikacji miejskiej, odwiedzenie centrów handlowych może wiązać się z wystąpieniem przeziębienia. Główną przyczyną przeziębienia jest kontakt z osobą chorą, przeniesienie zakażenia zachodzi zazwyczaj drogą kropelkową i w zdecydowanej większości przypadków wymaga zbliżenia się na pewien okres czasu na przynajmniej kilka metrów do osoby chorej. Czym bliżej i dłużej, tym prawdopodobieństwo wyższe.

Wiemy już, że intensywność wysiłku ma duży wpływ na częstość występowania przeziębienia. Co z innymi czynnikami?

Wiek a przeziębienia.

Wiek powinien odgrywać znaczącą rolę w częstości występowania infekcji górnych dróg oddechowych. Wynika to ze sposobu działania układu odpornościowego, który przez kolejne lata życia aktywnie uczy się, przechorowując kolejne przeziębienia. Wiedząc, że istnieje ograniczona ilość czynników zakaźnych, a te wykazujące zmienność fenotypową, mają ograniczony wachlarz możliwości, dochodzimy do słusznego wniosku, że pamięć układu odpornościowego eliminuje znaczną część patogenów z którymi mieliśmy kontakt, nie dopuszczając do wystąpienia objawów infekcji. Układ odpornościowy pamięta to, co organizm przechorował i reaguje bardzo szybko, jeśli powtórnie spotka ten sam lub podobny patogen. Nie bez znaczenia jest tryb życia, osoby starsze statystycznie kontaktują się z mniejszą ilością osób w jednostce czasu. Badania wykazują, że  osoby w wieku poniżej 40 lat chorują przez około 10% czasu, czyli mniej-więcej miesiąc w roku. Wiek 40-59 lat, to tylko 8% czasu, osoby w wieku 60 i więcej lat, tylko przez 3% czasu - 10 dni w roku.

Ćwiczenia fizyczne w ujęciu ilościowym.

Częstość ćwiczeń o średniej/niskiej intensywności w ujęciu ilościowym, także ma niebagatelny wpływ na częstość przeziębień, wystarczy już 1-2 dni umiarkowanego wysiłku, zwłaszcza wydolnościowego, aby znacznie zredukować prawdopodobieństwo wystąpienia nieżytu górnych dróg oddechowych. U niećwiczących statystyki wskazują na około 30 dni z infekcją w roku, natomiast u ćwiczących 1-4 razy w tygodniu jest to 18 dni (około 2-3 przeziębień), 5 i więcej dni z ćwiczeniem to już niewielki spadek częstości, jednak zgodnie z powyższymi badaniami warto pamiętać o charakterystyce krzywej "U", zwłaszcza w ujęciu intensywności treningów.

Masa ciała, czas nauki i płeć, a częstość infekcji.

Masa ciała i wskaźnik BMI serwują już znacznie mniejsze różnice w częstości występowania infekcji górnych dróg oddechowych, najbardziej pod tym względem optymalny zakres BMI wynosi od 25 do 29kg/m^2. Niewiele częściej chorują osoby o niższych i wyższych wartościach tego wskaźnika. Różnice sięgają tu jedynie około tygodnia (1 infekcja).

Czas spędzony na nauce, mierzony w latach ma także niebagatelne znaczenie. Otóż osoby uczące się poniżej 13 lat w życiu, a także te w grupie 14-16 lat, chorują z podobną częstością. Wyróżnia się wysoka częstość przeziębień w grupie osób uczących się powyżej 17 lat, różnice sięgają 2 tygodni na każdy rok. Trudno powiedzieć skąd pochodzi ten stan. Być może znaczenie ma niższa higiena pracy, mniejsza częstość umiarkowanego wysiłku fizycznego lub częstsze kontakty z innymi ludźmi, a tym samym wyższe prawdopodobieństwo zakażenia.

Kobiety chorują około 7 dni dłużej, co przekłada się na statystycznie jedną infekcję więcej w skali roku.

A jak unikać przeziębienia?

Należy odwołać się do czynników mających wpływ na częstość przeziębień, wspomnianych wyżej i podzielić je na długo oraz krótkookresowe. I tak uzyskanie odpowiedniej masy ciała, aktywności fizycznej i ustalenie diety, może trwać tygodnie lub miesiące. Bezpośrednio można osiągnąć efekt w postaci poprawy higieny pracy, zmniejszenia poziomu stresu i optymalizacji czasu i jakości wypoczynku. Organizm z reguły na modyfikacje odpowiada z opóźnieniem, dlatego nie należy się zrażać, jeśli początkowo nie pojawią się uchwytne i zauważalne zmiany. Efekty należy rozpatrywać w skali roku i tyle też należy czekać zanim jednoznacznie osądzimy, czy rozpoczęte zmiany wpływają na nas pozytywnie. Więcej na ten temat pojawi się w kolejnych artykułach na blogu.

Warto też przeczytać o ćwiczeniach fizycznych w chorobie i ich wpływie na zdrowie. Czy warto ćwiczyć podczas przeziębienia i kiedy można sobie na to pozwolić? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w powyższym artykule.

Nieman, D. (2007). Incidence, Etiology, and Symptomatology of Upper Respiratory Illness in Elite Athletes Yearbook of Sports Medicine, 2007, 133-134 DOI: 10.1016/S0162-0908(08)70118-1

czwartek, 03 stycznia 2013

Pierwsza odsłona cyklu pytań do prawnika na blogu. W tej odsłonie pytania przede wszystkim dotyczą prawa ruchu drogowego, kodeksu drogowego w kontekście jazdy na rowerze i wielu problemów drogowych, które rowerzysta napotyka podczas korzystania z infrastruktury publicznej. W 2012 roku zostały wprowadzone pewne zmiany w przepisach, które zostały odzwierciedlone w odpowiedziach na te pytania. Dane więc są aktualne. Tematyka dotycząca kodeksu drogowego została wybrana celowo, wiadomo, że wiele przepisów jest napisanych trudnym 'prawniczym' językiem, a co za tym idzie wymaga doprecyzowania i wyjaśnienia przez specjalistę. Część pytań została zadana przez facebookowiczów, a także zadawana po kontakcie mailowym i zasugerowana bezpośrednio przeze mnie. 

Prawa ruchu drogowego a rower i rowerzyści

Piotr Majewski prawnik ze ZgierzaAutorem odpowiedzi na pytania jest Piotr Majewski, student piątego roku prawa ze Zgierza. Tematem jego pracy magisterskiej jest prawo zamówień publicznych. Piotr Majewski na co dzień pracuje też w kancelarii adwokackiej. Niedługo również planuje zdawać na aplikację i zostać adwokatem w Zgierzu. Zachęcam do odwiedzania prawnego bloga, którego Piotr Majewski jest autorem prawnet.blogspot.com. W obecnej rzeczywistości trudno poradzić sobie z ogromem nie do końca jasnych i przejrzystych zapisów prawnych, prawo i kodeks ruchu drogowego są tego świetnymi przykładami. 

W tej odsłonie znajdą się zagadnienia związane z prowadzeniem roweru pod wpływem alkoholu, włącznie ze sprecyzowaniem stanu po użyciu alkoholu i stanu nietrzeźwości, a także co według prawa oznacza słowo prowadzić. Nie jest to wcale takie oczywiste. Oprócz tego tematem będzie jazda na rowerze po chodniku i korzystanie ze ścieżek rowerowych w kontekście przepisów prawa ruchu drogowego. Zapraszam do komentowania i zadawania pytań na maila oraz na stronie bloga mathmed na facebooku.

 

Prowadzenie roweru to także prowadzenie roweru idąc obok? Będąc pod wpływem alkoholu mogę zostać za to ukarany?

Jeżeli idziemy i prowadzimy obok siebie rower wówczas jesteśmy pieszymi i obowiązują nas jedynie przepisy odnoszące się do pieszych. Sformułowanie “prowadzić rower” nastręcza wiele trudności ustawodawcy, który nie do końca konsekwentnie używa tego pojęcia. Zwykle pod pojęciem “prowadzić” rozumie kierowanie (jechanie) pojazdem. Jednak w tym konkretnym przypadku, w ustawie wprost jest wskazane że jeżeli prowadzimy, ciągniemy lub pchamy rower, jesteśmy uważani za pieszych. Na marginesie, przypomniała mi się historia, którą kilka lat temu przeczytałem w gazecie. Pewien mężczyzna szedł chodnikiem i prowadził obok siebie rower. Został zatrzymany przez policjantów, którzy po zbadaniu go alkomatem stwierdzili, że jest w stanie po użyciu alkoholu i ukarali go mandatem. Zdaniem tych policjantów, żeby uznać, że mężczyzna nie prowadził roweru, musiałby go nieść w taki sposób, żeby rower nie miał kontakt z podłożem :)

 

Jak to jest z obowiązkiem korzystania z ciągów pieszo-rowerowych czy Mam Obowiązek z nich korzystać czy występuje tu dowolność ?

Obowiązek, o którym mowa w pytaniu faktycznie do niedawna istniał, ale po nowelizacji ustawy, od 18 października 2012 r., kierujący rowerem nie ma obowiązku korzystania z drogi dla rowerów i pieszych, czyli tzw. ciągu pieszo - rowerowego. Jeżeli jednak z niej korzysta, musi zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

 

Kiedy nie muszę korzystać z drogi dla rowerów? Czy według prawa muszę wykonywać niebezpieczne manewry na drodze?

Kierujący rowerem jest zobowiązany do korzystania z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeżeli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza. Przepis ten nie pozostawia wątpliwości, jeżeli jest ścieżka wyznaczona w kierunku dla którego jedziemy (z własnej praktyki rowerowej nie spotkałem się jeszcze ze ścieżkami jedno kierunkowymi) wówczas mamy obowiązek korzystania z niej. W przedstawionym przez czytelnika przykładzie, obowiązek korzystania za ścieżki, niekiedy prowadzi do absurdu i zamiast zwiększać bezpieczeństwo rowerzysty wymusza na nim niepotrzebne manewry na drodze, co w konsekwencji może prowadzić do sytuacji niebezpiecznych. Niestety w naszym kraju często tak jest, że założenia ustawowe nie współgrają z rzeczywistością. Tak samo jest w przypadku rowerzystów, na których nałożono pewne obowiązki dotyczące poruszania się po drogach, nie dając im jednocześnie odpowiedniej infrastruktury. 

 

Czy rowerzyści mogą jechać obok siebie na drodze?

Do 21 maja 2011 roku dopuszczalne było jedynie poruszanie się rowerzystów “gęsiego”, czyli jeden za drugim.  Była to zasada od której nie było wyjątków.Po 21 maja 2011 roku, zaczął obowiązywać art. 33 ust. 3a ustawy Prawo o ruchu drogowym, który wyjątkowo dopuszcza możliwość poruszania się rowerzystów obok siebie pod dwoma warunkami: nie utrudnia się w ten sposób poruszania innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża się bezpieczeństwu ruchu drogowego.  
Uważam, że powoływany przepis jest kolejnym przykładem niestaranności naszego ustawodawcy. Przepis można interpretować dwojako:

  • zasadą jest jazda jeden za drugim, ale wyjątkiem od tej zasady jest sytuacja, w której nie utrudniamy w ten sposób poruszania innym uczestnikom ruchu oraz nie zagrażamy bezpieczeństwu ruchu drogowego - wówczas możemy jechać obok siebie. Innymi słowy, jeżeli nie zachodzi żadna przesłanka negatywna (utrudnienie poruszania, zagrożenie bezpieczeństwu) to dopuszczalna jest jazda obok siebie.
  • poprzez sforumułowanie “wyjątkowo dopuszcza się możliwość...” należy rozumieć, iż jazda obok siebie dopuszczalna jest gdy nie zajdzie żadna z dwóch przesłanek negatywnych, a ponadto zajdą pewne okoliczności, które uzasadniają konieczność jazdy obok siebie.

Skłaniałbym się za przyjęciem tej drugiej interpretacji. Przemawia za tym sposób zredagowania przepisu, gdyby ustawodawca chciał wprowadzić możliwość jazdy obok siebie. wówczas nie używałby słowa “wyjątkowo” i przepis brzmiałby następująco: “Dopuszcza się jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru lub motoroweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego.”
Jako rowerzysta uważam, że jeżeli nie utrudnia się poruszania innym uczestnikom ruchu albo nie powoduje to zagrożenia bezpieczeństwa ruchu, poruszanie się rowerzystów obok siebie powinno być dopuszczalne niezależnie od innych okoliczności. Jednakże moim zdaniem obecne przepisy nie dają rowerzystom takiej możliwości.

 

Kiedy jako rowerzysta mogę jechać chodnikiem, czyli nie korzystać z ulicy?

Tak jak powiedzieliśmy, rowerzysta ma obowiązek korzystać ze ścieżki rowerowej lub pasa ruchu dla rowerów, jeżeli są one wyznaczone dla kierunku, w którym rowerzysta się porusza. W pozostałych przypadkach rowerzysta zobowiązany jest do poruszania się po poboczu, chyba, że nie nadaje się ono do jazdy lub jadący poboczem rowerzysta utrudniałby ruch pieszych. W takich przypadkach, rowerzysta może korzystać z jezdni na zasadach ogólnych, a więc jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. W wyjątkowych sytuacjach, jadąc rowerem, możemy korzystać z chodnika. W ustawie znajdziemy zamknięty katalog tych sytuacji i zalicza się do nich:

  • możliwość jazdy chodnikiem, gdy rowerzysta opiekuje się o osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem,
  • szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów
  • warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła)

Należy jednakże pamiętać, iż rowerzysta na chodniku jest gościem i w związku z tym musi jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

 

Jak daleko można się posunąć używając argumentu zagrażających bezpieczeństwu warunków atmosferycznych, aby zgodnie z prawem jechać po chodniku?

Możliwość jazdy po chodniku została dopuszczona wyjątkowo, więc jest już to pierwsza wskazówka mówiąca o tym, że pojęcia “warunków pogodowych zagrażających bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni” nie należy interpretować rozszerzająco. Na tak postawione pytanie nie można in abstracto udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, od panujących warunków pogodowych w danym miejscu i czasie. Jeżeli policjant nie zgadza się z naszą argumentacją odnośnie trudnych warunków, przysługuje nam prawo, tak jak w każdym przypadku postępowania mandatowego, do odmowy przyjęcia mandatu karnego. Wówczas funkcjonariusz skieruje wniosek o ukaranie i przed sądem będziemy mogli dochodzić swojej niewinności. Dla celów dowodowych, dobrym rozwiązaniem jest udokumentowanie warunków pogodowych, poprzez zrobienie zdjęć czy nagrania filmu.

 

Co grozi rowerzyście, który jeździ na rowerze po alkoholu?

Na początku muszę poczynić jedną uwagę natury terminologicznej. W polskim prawie rozróżniamy stan po użyciu alkoholu oraz stan nietrzeźwości. Stan po użyciu alkoholu zachodzi, gdy zawartość alkoholu w organizmie wynosi lub prowadzi do:

  1. stężenia we krwi od 0,2‰ do 0,5‰ alkoholu albo
  2. obecności w wydychanym powietrzu od 0,1 mg do 0,25 mg alkoholu w 1 dm3.

Stan nietrzeźwości zachodzi, gdy zawartość alkoholu w organizmie wynosi lub prowadzi do:

  1. stężenia we krwi powyżej 0,5‰ alkoholu albo
  2. obecności w wydychanym powietrzu powyżej 0,25 mg alkoholu w 1 dm3.

To rozróżnienie ma poważne znaczenie w praktyce. “Stan po użyciu alkoholu” oraz “stan nietrzeźwości” należą do znamion niektórych przestępstw i wykroczeń.
Wracając do pytania, jeżeli w wyniku przeprowadzonej kontroli okaże się, że w naszym organizmie stężenie alkoholu we krwi jest poniżej 0,2‰ lub w wydychanym powietrzu poniżej 0,1 mg alkoholu w 1 dm3, wówczas nie spotkają nas żadne negatywne konsekwencje. Co innego, jeżeli w wyniku przeprowadzonej kontroli okaże się, że jesteśmy w stanie po użyciu akoholu. Wówczas jeżeli jedziemy po drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, popełniamy wykroczenie, które jest sankcjonowane karą aresztu od 5 do 14 dni albo karą grzywny (od 20 zł do 5.000 zł). Ponadto sąd obligatoryjnie wymierza środek karny, w postaci zakazu prowadzenia określonego pojazdu (w tym przypadku będzie to rower) na okres od 6 miesięcy do 3 lat.
Najpoważniejsze konsekwencje grożą w przypadku kierowania rowerem będąc w stanie nietrzeźwości. W takim przypadku, jeżeli jedziemy po drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub w strefie ruchu popełniamy przestępstwo, które jest zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Ponadto, Sąd orzeknie zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów lub pojazdu określonego typu (w tym przypadku roweru) na okres od roku do lat 10.

Mam nadzieję, że wkrótce na blogu zagości więcej ciekawostek z dziedziny prawa, zwłaszcza w kontekście jazdy na rowerze i medycyny. Zapraszam do komentowania i polemiki w komentarzach, a także do dołączenia do facebooka. 

niedziela, 30 grudnia 2012

Nadchodzi koniec roku a wraz z nim podsumowanie działalności bloga. Udało mi się poruszyć wiele ciekawych tematów związanych zwłaszcza z medycyną sportową ze szczególnym naciskiem na bieganie i jazdę na rowerze, czyli dyscypliny dostępne dla każdego i z tego powodu popularne. Uważam, że jest to bardzo istotne, sport to bowiem bardzo ważny filar zdrowego trybu życia, przedłużający młodość i dobre samopoczucie. Pozwala jak najdłużej uniknąć stosowania farmakoterapii, która nieumiejętnie dawkowana doprowadza do nieodwracalnych zniszczeń.

Statystyki strony mathmed 2012

Zmienić i zrozumieć.

Społeczeństwo jest obecnie zalewane reklamami leków i niestety pewna część osób wierzy, że to one samodzielnie, zapewnią dobre samopoczucie. Wierzy w to też pewna część środowiska lekarskiego. Inni, przepisują leki, aby dopełnić obrazu dobrze spełnionego obowiązku. Być może niewyobrażalne wydaje się pójście do lekarza, który zamiast leków zaleci jedynie zmianę nawyków żywieniowych i wprowadzenie godzinnych spacerów z kijkami. Codziennie. Sport z początku bywa wyrzeczeniem, ale w mojej praktyce prowadzenia bloga, spotkałem się już z bardzo optymistycznymi historiami osób, które początkowo podupadły na zdrowiu, a następnie odzyskały je niemal w całości dzięki uprawianiu sportu. Zaowocowało to przebudzeniem miłości do treningów, swoistego pozytywnego uzależnienia. Wiele z tych osób żałuje teraz, że nie od razu, ale dopiero po upadku można podnieść się i zauważyć jak wiele tematów było zaniedbywanych. Albo jak niewiele zarazem potrzeba do szczęścia.

W sporcie nie chodzi o jedyny słuszny wybór, każdy najlepiej wie, co daje mu radość i pozytywne emocje. Warto zatrzymać się na chwilę w pędzie i uświadomić sobie, że najważniejsza jest systematyczność, radość, satysfakcja, nie tyle z pierwszych miejsc, co z samej rywalizacji, z piękna otaczającej przyrody, szansy na obcowanie z naturą, słuchania głosu swojego ciała i pozostawiania za sobą choć na chwilę, dojmującego miejskiego zgiełku. Sport w czasach galopującej cywilizacji jest walką nie tylko z własnymi słabościami, ale przede wszystkim z  wciągającym nas wirem szarej codziennej egzystencji. Oferuje sposób na dostrzeżenie  człowieka w drugiej osobie, poprzez obserwację i odczuwanie w sobie wspólnych nam wszystkim słabości. Nie jesteśmy już lekarzami, prawnikami, pacjentami, bogatymi i biednymi. W którymś momencie każdemu z nas tak samo trudno jest złapać oddech.

TworzyMy razem.

Być może to dobry moment na zakończenie filozoficznego wywodu, ale chciałbym przy okazji podzielić się z Czytelnikami kilkoma statystykami, dziękując jednocześnie za dodawanie mi motywacji, poprzez powracanie do bloga, czytanie kolejnych artykułów, pisanie do mnie e-maili, rejestrowanie się na Facebooku i wspólne tworzenie treści. Często pytam co jeszcze powinno być powiedziane, jaki temat nie pojawił się, a powinien, albo czy gdzieś nie popełniłem błędu. Dziękuję też uważnym Czytelnikom, poprawiającym moje błędy i niedopatrzenia w komentarzach. Dziękuję autorowi bloga globalnysmietnik.wordpress.com za nadzór nad merytoryczną treścią artykułów i ekulczycki.pl za niekomercyjne zainteresowanie blogosferą naukową. Liczę też, że pozostaniecie ze mną w kolejnym roku. Na końcu czas na najważniejsze podziękowania dla Justyny, która zawsze wspierała mnie w mojej pracy, poświęcając swój czas i wysłuchując moich przemyśleń, mojego poprawiania pozornie nieistotnych szczegółów. To także dzięki jej pracy, blog ma swój obecny kształt.

Plany na przyszłość.

W 2013 pragnę kontynuować pisanie o medycynie sportowej, ale zgodnie z zapowiedziami odpalić przynajmniej jeden interaktywny projekt ogólnego przeznaczenia. Pozwólcie, że pozostanie on jeszcze częściowo tajemnicą. Nie jestem przekonany, czy uda się stworzyć go w postaci mojego obecnego zamysłu. Blog wirtualnie zapracował na serwer (wypłata dopiero od 70 euro, za to na koncie około 40), być może zapracuje też na niewielkie prezenty dla Czytelników. Prywatnie skończyłem staż i rozpocząłem pracę w Zakładzie Diagnostyki Obrazowej jako lekarz rezydent na specjalizacji. Pięciogodzinny dzień pracy pozwala mi oprócz podnoszenia kwalifikacji zawodowych, realizować także moje zainteresowania i prowadzić bloga, pisząc artykuły z obecną częstotliwością.  

Statystyki bloga.

Przeczytaliście mnie w tym roku niemal 200 tysięcy razy, to prawie 10 razy więcej niż w roku poprzednim. Najbardziej popularne artykuły generowały największy ruch na blogu z wyszukiwarek. 20 tysięcy razy przeczytaliście artykuł o dobraniu rozmiaru ramy szosowej, 17 tysięcy razy o ustawieniu siodełka w rowerze. 11 tysięcy wyświetleń miała moja recenzja pulsometru Sigma 25.10.  Wiele z artykułów zaindeksowało się wysoko, nawet na tak zwane ‘trudne’ frazy, jak na przykład ‘pulsometr sigma’, ‘rozmiar ramy’, ‘próg mleczanowy’, ‘kadencja rower’, ‘jaki kask rowerowy’. To dzięki Wam, bo uznajecie, że treść notek jest warta podzielenia się z innymi. Dzięki temu coraz to nowe osoby odwiedzają bloga, dodając mi motywacji i pozwalając na propagowanie tematyki o której piszę. To właśnie dzięki Waszym linkom, a co za tym idzie wyszukiwarkom, tak wiele osób dowiedziało się o istnieniu mathmed. Rok pracy z blogiem oceniam bardzo pozytywnie. Oczywiście nie mam nic przeciwko, aby kolejny był jeszcze lepszy, czego Wam, jako i sobie, życzę.

sobota, 29 grudnia 2012

Zima meteorologiczna rozpoczyna się u nas wraz z początkiem grudnia. Zima klimatyczna wiąże się ze średnią dobową temperaturą niższą od 0 stopni Celsjusza. Człowiek jest zwierzęciem ciepłolubnym, chłód zaczyna odczuwać już w temperaturze około 25 stopni Celsjusza, czego zimą w polskim klimacie nazwać nie można. Mechanizmy, które umożliwiają nam ekstremalny dla innych zwierząt wysiłek w gorącym klimacie, utrudniają zarazem uprawianie sportu zimą. Sport zimą jest możliwy, bo odzież z łatwością zapewnia osiągnięcie równowagi termicznej. Ale też czasem sprzyja nierównowadze... 

Uprawianie sportu zimą

Istnieje szereg interesujących aspektów związanych z uprawianiem sportu w zimie, o których mało kto wie, a są kluczowe dla zdrowia. Pierwszym z nich jest dobranie odpowiedniego ubioru do rodzaju i intensywności uprawianej dyscypliny. Ubranie nie powinno krępować ruchów, ale składać się z odpowiedniej ilości warstw, dla zapewnienia termoregulacji nie na początku, ale już w trakcie wysiłku.  Oznacza to, że nie powinno się  rozpoczynać ćwiczeń w zimie nierozgrzanym. Takie postępowanie wiąże się ze skurczem naczyń łożyska skórnego, nasileniem diurezy, odwodnieniem i dużym stresem dla układu sercowo-naczyniowego. Od momentu wyjścia na zimne powietrze, powinno być nam cały czas ciepło. Rozgrzewka może się odbywać w domu, jeżeli po wyjściu możemy od razu zacząć biec lub na przykład jechać na rowerze. Nie każdy ma jednak taką możliwość. Jeśli tak, to rozgrzewka podczas uprawiania sportu zimą powinna odbywać się na zewnątrz,  w grubszym stroju, po czym po uzyskaniu tętna docelowego, lub rozpoczęciu pocenia się, pozostawić należy na sobie odzież docelową, w której zamierzamy kontynuować aktywność. Postępują w ten sposób także sportowcy zawodowi. Celem tego postępowania jest minimalizacja odwodnienia i uniknięcie niekorzystnego działania termogenezy drżeniowej, a także niewątpliwy komfort ćwiczącego. Błędem jest więc zarówno zbyt lekki ubiór przed rozpoczęciem aktywności, jak i trening w stroju zapewniającym komfort w warunkach spoczynku. Wiązać się to może z przegrzaniem organizmu.

W większości przypadków intensywność ćwiczeń podczas uprawiania sportu zimą, a także pochodna temu, szybkość generowania ciepła, wymaga wybrania innego stroju, niż latem  lub jesienią. W stroju jednak nie chodzi o 'ogrzewanie'. Ubrania same w sobie nie grzeją, a jedynie izolują. Ograniczają tempo wymiany ciepła z otoczeniem, czyniąc uprawiającego sport zimą podatnym zarówno na przegrzanie, jak i wyziębienie. Tempo produkcji ciepła podczas biegu może wzrosnąć ponad ośmiokrotnie w porównaniu do spoczynku. W warunkach lata, nasze ciało jest niemal w pełni gotowe stosować skutecznie ewolucyjne mechanizmy termoregulacji ze względu na skąpy ubiór. To samo podczas uprawiania sportu zimą, niestety jest skazane na niepowodzenie. Pot produkowany przez człowieka w grubym stroju nie doprowadza od razu do obniżenia temperatury ciała. Jego produkcja jest bezcelowa, a rosnąca temperatura organizmu uniemożliwia utrzymanie bieżącej intensywności ćwiczeń. Po pewnym czasie pojawia się odwodnienie, przez wielu odchudzających się sportowców amatorów błędnie poczytywane za chudnięcie po treningu. Zamiast tego, rozpoczęcie pocenia się powinno być sygnałem do zdjęcia zewnętrznej warstwy odzieży, nie dopuszczając, by przemokła. Celem ćwiczącego zawsze i bezwzględnie, powinien być komfort termiczny.

Pocenie się podczas uprawiania sportu zimą doprowadza do postępującego pogorszenia cech izolujących odzieży, co występuje po bardzo długim czasie i utraconej dużej objętości. Zazwyczaj wtedy, kiedy izolacja jest ponownie potrzebna, czyli po treningu. Przepocone ubranie bywa powodem marznięcia już po ćwiczeniach, podczas gdy w trakcie ich trwania nie przynosiło ulgi.

Proces wychłodzenia nie pojawia się w całym organizmie w tym samym momencie. Mechanizmy zachowywania ciepła możemy podzielić na bierne i czynne. Do pierwszej grupy zalicza się obkurczenie naczyń w skórze, zwłaszcza dotyczące dystalnych części ciała (dłonie, stopy), następnie, jeśli wychładzanie się jest kontynuowane, pojawia się termogeneza drżeniowa. Już  w biernej fazie, odsłonięte części ciała, zwłaszcza te obwodowe, o wysokim stosunku powierzchni do objętości, jak dłonie, koniuszek nosa, uszy, są zagrożone odmrożeniami. Dlatego ważne jest dobranie odzieży nie tylko ze względu na temperaturę otoczenia i rodzaj aktywności, ale też rozłożenie izolacji na poszczególne części ciała tak, aby zapewnić sobie komfort termiczny podczas uprawiania sportu  zimą.

Bieganie wiąże się z relatywnie słabym zaangażowaniem rąk, dlatego odpowiednio grube rękawiczki są zawsze bardzo istotne. Poza tym, w temperaturze około -5 stopni Celsjusza, zazwyczaj wystarcza jedynie bluza i bezrękawnik. Czapka powinna być nieodłącznym elementem stroju podczas uprawiania sportu zimą.  Jej zdjęcie, ze względu na efektywne pocenie, a co za tym idzie, wypromieniowanie ciepła w okolicach głowy, daje z reguły więcej, niż pozbycie się jednej warstwy odzieży. Nie należy się bać zdejmowania czapki, tak długo, jak odczuwamy komfort termiczny w relacji do bieżącego tempa produkcji ciepła przez nasz organizm.

Bardzo ważna jest znajomość temperatury i prędkości wiatru. Kombinacja tych dwóch czynników jest podstawą wyliczeń temperatury odczuwalnej, czyli, w odniesieniu do warunków zimowych, wskaźnika 'wind chill'. To nie sama temperatura powietrza, ale właśnie prędkość wiatru powinna być bacznie obserwowana przez uprawiających sport zimą. Powietrze w ruchu niejako wyrywa ciepło, pogarszając właściwości izolujące odzieży. Nie ma znaczenia czy to my poruszamy się względem powietrza, czy odwrotnie. Powinno to być szczególnie istotne dla rowerzystów ze względu na znacznie wyższe prędkości. Strój zimowego kolarza powinien być nie tylko grubszy, ale także ze szczególną dbałością chronić ręce, stopy i najlepiej także twarz.

Uprawianie sportu zimą jest możliwe i nie wiąże się z wyższym ryzykiem przeziębień, a wręcz mobilizuje układ odpornościowy do efektywniejszej walki z chorobami. Sama pospolita nazwa nieżytu górnych dróg oddechowych, jest myląca. Schorzenie to nie ma poza tym wiele wspólnego z obniżeniem temperatury ciała. Aby zachorować, zazwyczaj trzeba po prostu spotkać osobę chorą na swej drodze. Nie obawiajmy się kontynuować treningów i pracować na swoje zdrowie także podczas zimowych miesięcy.

niedziela, 23 grudnia 2012

Ostatnio miałem okazję przeczytać artykuł, który po trosze podważa wszystko to, co było pisane na tym, a także na innych blogach promujących prozdrowotny wpływ dyscyplin sportowych bazujących na wysiłku aerobowym. Do tej pory wierzyłem, że długotrwały bieg, czy też jazda na rowerze stanowią niemal uniwersalne lekarstwo na bolączki związane z siedzącym trybem życia tak charakterystycznym dla naszej cywilizacji. Pełne stresów życie, spędzone na siedząco, razem z wysokokalorycznymi posiłkami owocuje wieloma chorobami cywilizacyjnymi, związanymi z układem krążenia i regulacją hormonalną.

maraton a zdrowie

Sport to zdrowie?

Pytanie, czy jest gdzieś granica ilościowa, gdzie sport przestaje być zdrowy i zaczyna wpływać negatywnie na te same układy, które cierpią przez stacjonarne życie? Odpowiedź jest oczywista, bo przecież zdecydowana większość krzywych charakteryzujących organizmy żywe, można nazwać obrazowo krzywymi J lub U. Sam wygląd znaków graficznych sugeruje istnienie tak zwanego siodła, globalnego optimum, a dla skrajnych pozycji wartości znów stają się od owego optimum odległe. Nie inaczej jest z ilością wysiłku fizycznego. Nie chodzi tu jednak o istnienie intuicyjnych dolegliwości, jak kontuzje, urazy przeciążeniowe, czy niedobory elektrolitowe. Także naczynia tętnicze, w pewnych warunkach, poddane zbyt długiemu stresowi zaczynają zachowywać się, jak u osoby, która prowadzi niezdrowy tryb życia. Pojawiają się liczne zwapnienia, a mięsień sercowy ulega, nieraz permanentnemu uszkodzeniu.

Maraton także?

W badaniach naukowych, na które zwróciłem uwagę, badano maratończyków w wieku powyżej 50 lat, którzy ukończyli w ciągu ostatnich 3 lat przynajmniej 5 maratonów. Sportowców oceniano biorąc pod uwagę korelację pomiędzy kluczowymi aspektami treningu i kariery sportowej. Chodzi tu o objętości treningowe, ilość ukończonych biegów w kontekście istnienia zwapnień i blaszek miażdżycowych w tętnicach wieńcowych. Okazało się, że ilość zmian patologicznych korelowała wyraźnie pozytywnie z ilością ukończonych maratonów, ale nie z ilością czasu spędzoną na treningach, a tym samym ze średnim tygodniowym wydatkiem energii. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że sam trening nie szkodzi. Nie sprawdzono, czy osoby trenujące więcej na co dzień mają mniejszą ilość blaszek miażdżycowych, pomimo większej liczby ukończonych maratonów. A więc, czy rzetelnie realizowany plan treningowy chroni przed uszkodzeniem tętnic wieńcowych, które pojawia się podczas maratonu. Nie wiemy czy trening w tym przypadku pomaga.

Przede wszystkim przygotowania.

Długotrwały i intensywny wysiłek z reguły powoduje przejściowe uszkodzenie kardiomiocytów, czyli komórek mięśnia sercowego. Tego typu ostre uszkodzenia można z łatwością wykryć z użyciem metod laboratoryjnych w próbce krwi sportowca. Komórki ulegające uszkodzeniu uwalniają do krwi normalnie jedynie wewnątrzkomórkowe elementy.  W ten sam sposób wyklucza się zawał serca. Dzięki unikalności pewnych białek w mięśniu serca, zachodzi pewność co do uszkodzonego narządu. Do oceny mięśnia serca używa się też zaawansowanych metod obrazowych. Ilość zmian patologicznych wykrywanych w MRI (rezonans magnetyczny) w mięśniu sercowym związana z przebiegnięciem maratonu jest znacznie mniejsza u osób trenujących częściej i dłużej, w porównaniu z maratończykami wkładającymi mniej czasu w przygotowania. U maratończyków ze znacznymi zmianami patologicznymi, charakter zmian często dość znacznie różni się od uszkodzeń typowo niedokrwiennych.

Nie bójmy się biegać.

Reasumując, warto podkreślić, że długodystansowi biegacze, ze względu na charakter uprawianego sportu mają jeden z najniższych współczynników ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego.  Jest to związane z szeregiem czynników, między innymi zazwyczaj niskim BMI, korzystniejszym profilem lipidowym, wyższą świadomością zdrowia (unikanie palenia tytoniu i nadużywania alkoholu), a zarazem niższym średnim ciśnieniem tętniczym, rzadszym występowaniem nocnego nadciśnienia. Coraz częściej wspomina się o hartowaniu mięśnia serca wysiłkiem, co promuje rozwój nowych naczyń, tworząc bogatą sieć krążenia obocznego. Nawet jeśli wystąpi zawał, będzie on miał niższą szansę na spowodowanie krytycznych uszkodzeń.

Przy tym wszystkim jednak, grupa maratończyków prezentuje większą częstość występowania patologicznych zmian w mięśniu sercowym i naczyniach wieńcowych, w porównaniu z grupą sportowców nie kończących tak długich biegów. Częstość występowania tych zmian jest cały czas znacznie niższa, niż w grupie kontrolnej osób w tym samym wieku, prowadzących siedzący tryb życia. Należy jednak wspomnieć, że charakter zmian jest często (>50% przypadków) inny, niż w typowych zmianach niedokrwiennych, a ich znaczenie dla zdrowia nie zostało jeszcze jednoznacznie ustalone.

Niezależnie od braku twardych dowodów, warto wziąć pod uwagę, że odpowiedni trening i przygotowania do zawodów wydają się uodparniać mięsień sercowy na szczególny stres podczas biegu i zmniejszać częstość patologii. Jeżeli szczególnie lubimy biegać maratony, lepiej poświęcić czas na przygotowania i zdobyć odpowiednie wybieganie. Nie mniejsze znaczenie ma rozłożenie sił podczas wysiłku, mając na uwadze przede wszystkim dostosowanie tempa do indywidualnych możliwości i warunków atmosferycznych z uwzględnieniem odpowiedniego nawadniania i odżywiania podczas biegu.

niedziela, 16 grudnia 2012

Kolarstwo uchodzi za dyscyplinę sportową w której na co dzień trudno o uraz. W związku z tym uważa się, że stanowi świetne uzupełnienie zdrowego trybu życia. Pomaga budować zdrowe ciało i umysł. Czy na pewno? Okazuje się, że nie do końca, zwłaszcza, jeśli wspomnimy o kościach i kolarstwie zawodowym. Zawodowi kolarze zwykli stosować się do maksymy tyczącej się ich czasu wolnego, a brzmiącej mniej-więcej tak. Jeśli nie musisz stać, usiądź. Jeśli nie musisz siedzieć, połóż się. Rzeczywiście maksyma ta działa ponadprzeciętnie skutecznie, jeśli chodzi o technikę wypoczynku po treningu, tak istotnego dla optymalnej regeneracji organizmu. Odrobinę gorzej wpływa na kościec. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę lokalizację treningów kolarskich. Gdyby kolarze trenowali w Polsce, prawdopodobnie ilość przeciążeń doświadczanych podczas jazdy umożliwiłaby pełne zbalansowanie ich braku po treningu. Jednak tak nie jest. Zawodowcy trenują w miejscach, w których się nie jeździ.

Kolarstwo a gęstość kostna i osteoporoza

Trening zawodowców, a BMD.

Tam po szosach się płynie. Równiutka warstwa asfaltu i odpoczynek w pozycji leżącej po wyczerpującej jeździe, nie wpływają pozytywnie na kościec. Ten, aby utrzymać prawidłową gęstość mineralną (BMD), potrzebuje czegoś więcej niż prawidłowej diety i suplementacji witaminy D. Wymaga przeciążeń. Przeciążeń częstych, takich, których doznajemy podczas chodzenia(słabsze), biegania(silniejsze), albo dźwigania ciężarów. W takiej też kolejności układają się średnie BMD w powyższych grupach. W odwrotnej kolejności ułożone są grupy osób według prawdopodobieństwa wystąpienia osteoporozy, albo ze średnim wiekiem w latach u których pojawiły się złamania typowe dla osteoporozy.

Należy pamiętać, że gęstość mineralna kości w pewnym wieku zaczyna się obniżać, a podwyższenie jej jest niemal niemożliwe. Udaje się jedynie u niewielkiej grupy osób, u której wystąpiły odwracalne przyczyny pierwotnego obniżenia jak nieważkość, silne niedobory witaminy d, wapnia w diecie, zaburzenia hormonalne, niektóre nowotwory, choroby lub inne przyczyny czasowego ograniczenia możliwości poruszania się i obniżenia sprawności. Można to też rozumieć przez pryzmat teorii pól Lalonde'a. Mowa tu czterech determinantach zdrowia: stylu życia(ponad 50% zdrowia), środowisku (20% zdrowia), genetyce(około 15%) i 10% związanych z służbą zdrowia. Jeśli zatroszczyliśmy się o pierwsze dwa pola, osiągnęliśmy swoje indywidualne, determinowane genetycznie maksimum. Nie da się zrobić wiele, gdy mimo tego, pojawi się choroba. Gdy jednak zupełnie zaniedbaliśmy ponad 70% wpływu na nasze zdrowie, nawet po czasie, zmiana tych elementów na lepsze prawdopodobnie spowoduje zauważalny i pozytywny efekt.

Reakcja na przeciążenia.

Poszczególne struktury szkieletu reagują niezależnie od siebie, to znaczy, że elementy obciążane mogą zachować prawidłową gęstość, a odciążane tracić aż do granicy osteoporozy. Jest to związane z mechanizmem reakcji, który zależy nie tylko od czynników ogólnoustrojowych jak dieta, czy mechanizmy hormonalne, ale także, a może przede wszystkim lokalnych. Klasycznymi czynnikami lokalnymi są czasowe przeciążenia w funkcji czasu obserwowane jako zęby piły. Taki rysunek posiadają wszystkie przeciążenia okresowe związane z chodem, bieganiem, czy powtórzeniami podczas treningu na siłowni. Niektóre struktury kostne, jak kości kończyn górnych, albo obręczy barkowej, zachowują odpowiednią gęstość kostną nawet we względnym odciążeniu. Elementy osiowe szkieletu, na czele z kręgami kręgosłupa, wymagają stosunkowo silnej stymulacji przeciążeniami, dla utrzymania odpowiedniej gęstości. Podobnie zachowują się kości kończyn dolnych.

Gdy przeciążeń brak...

W tym momencie zbliżamy się do konkluzji, popartej licznymi wynikami badań. Jazda na rowerze szosowym powoduje znaczny spadek gęstości mineralnej w obszarach szkieletu normalnie podczas jazdy odciążanych, ale zarazem takich, które w drodze ewolucji wymagają silnej stymulacji. Najważniejszym takim elementem jest część szkieletu osiowego, ze szczególnym naciskiem na kręgosłup lędźwiowy, a także poza nim, co ciekawe obszar głowy i szyjki kości udowej.  Dodatkowo ten obszar, jest mocno angażowany w codzienną aktywność. W przypadku kolarzy szosowych gęstość mineralna kości była niższa o prawie 10% w porównaniu z grupą kontrolną, natomiast w obszarach szczególnie podatnych różnice sięgały 18%. Łatwo sobie wyobrazić, że stopniowy spadek gęstości mineralnej, w tym obszarze musi wiązać się z wczesnym występowaniem złamań u byłego sportowca w sędziwym wieku. Zarazem intensywność spadku BMD zależy od czasu spędzanego w odciążeniu (czas jazdy), a także od aktywności podejmowanej w czasie wolnym. Dla porównania w badaniach naukowych nie zaobserwowano spadku BMD u kolarzy górskich i triathlonowców, a wręcz ich gęstość kości była wyższa od osób nie trenujących, a tym bardziej od szosowców.

Podsumowanie.

Czy przytoczone wyżej argumenty mają zniechęcić Czytelników do jazdy na rowerze szosowym? Zdecydowanie nie. Wyniki badań odnoszą się do grupy osób trenujących powyżej 20h tygodniowo i przestrzegającej ściśle wspomnianej wyżej reguły bezwzględnego odpoczynku. Jeśli chodzi o kości, w dużej mierze to za młodu pracuje się na zdrowie w późniejszym wieku. Pozytywne jest nierezygnowanie z biegania, nordic walkingu lub MTB, nie poświęcanie czasu jedynie na jazdę szosową i pływanie. Dla organizmu najlepsza jest różnorodność, także włączona w plan przygotowań do sezonu.

sobota, 08 grudnia 2012

Osteoporoza to zmniejszenie gęstości mineralnej kości (BMD), a także zmiana jej mikroarchitektury. Kość składa się w większości swojej masy z tkanki kostnej. Ta z kolei w różnych rodzajach kości układa się w swoistą strukturę. Mamy więc istotę zbitą i gąbczastą. Osteoporoza powoduje zwiększenie porowatości i rozluźnienie struktury tkanki kostnej. Kość ma także cechy samodostosowania, albo plastyczności. Plastyczność kości polega na przebudowie wewnętrznej zależnej od działających na kość wektorów sił. Prawdopodobnie bazuje to na obecności mikrouszkodzeń lub zjawisku piezoelektrycznym wywoływanym przez urazy mechaniczne związane z normalnym poruszaniem się. Osteoporoza zaburza ten proces, sprawia, że kość zawsze jest podatna na urazy mechaniczne.

Leczenie osteoporozy

Odwołując się do powyższej teorii można wysnuć wniosek łączący powtarzające się urazy związane z poruszaniem się z  utrzymaniem dobrej kondycji kości lub opóźnieniem pojawienia się osteoporozy. Sport jest naturalnym sposobem leczenia osteoporozy. Wniosek ten jest jak najbardziej poprawny. Badania naukowe dowodzą, że sport sam w sobie z rzadka powoduje przyrost gęstości mineralnej kości, zazwyczaj jedynie opóźnia lub całkowicie zatrzymuje postęp naturalnego spadku gęstości mineralnej związanego z wiekiem. Wiek 25 lat wiąże się bowiem ze szczytem masy kostnej większości ludzi, a po 30stce, z reguły gęstość mineralna zaczyna się powoli obniżać. Postęp tego procesu jest ściśle zależny od trybu życia, diety, a także płci, zaburzeń endokrynologicznych i predyspozycji genetycznych. Najważniejszą rolę pełni tryb życia i dieta, która jest z resztą jego częścią. 

Mówi się, że sezonowa suplementacja witaminy D może być naturalnym sposobem leczenia osteoporozy, albo też zapobiegania jej wystąpieniu. W dobie powszechnej dostępności i popularności wszelkich suplementów diety, należy zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście odnosi to zamierzony skutek. W tym przypadku na nic rozważania teoretyczne, a to statystyka definitywnie odpowie na pytanie. Otóż przeprowadzono cały szereg badań naukowych. Suplementacja witaminy D nie miała znaczenia statystycznego dla BMD kości udowej, natomiast jedynie niewielki efekt osiągnięto w badaniach odcinka lędźwiowego kręgosłupa. 

Prowadzono także badania dotyczące suplementacji witaminy D u zdrowych kobiet z uwzględnieniem sezonowych zmian BMD, mające ustalić nie tylko wpływ witaminy D, ale także sezonowość zmian, tak bardzo podkreślaną w wytycznych suplementacji. W tym przypadku również nie udało się ustalić niemal żadnego wpływu. Sezonowe efekty zmian gęstości mineralnej kości wynosiły mniej niż 0.6%. 

Dla odmiany badania prowadzone na grupie kobiet po 65 roku życia dowiodły, że suplementacja witaminy D opóźnia spadek gęstości mineralnej, a także przekłada się to na zmniejszenie częstości złamań innych niż złamania trzonów kręgów kręgosłupa lędźwiowego.

Należy nadmienić, że sugerowane w Unii Europejskiej dzienne normy dotyczące przyjmowania witaminy D, wynoszą 5-10ug/dobę, czyli 200-400 j.m (2002rok). Jest to ilość odpowiadająca spożyciu 50g śledzi w oleju, 200g makreli i tylko 30g mięsa węgorza. To właśnie ryby są świetnym źródłem tej witaminy. Ryby w diecie są elementem zdrowego trybu życia. Można więc powiedzieć, że w starszym wieku, to właśnie wprowadzenie diety bogatej w ryby jest także sposobem zapobiegania i opóźniania postępu (leczenia?) osteoporozy. 

Zalecane dawki witaminy D zostały podniesione do  800-1000 IU/dobę, co słusznie podkreślił w komentarzu autor bloga globalnyśmietnik.

Drugim dużym filarem leczenia osteoporozy i opóźniania spadku mineralnej gęstości kości jest uprawianie sportu. Udowodniono, że ćwiczenia oporowe, a także związane z przeciążeniami jak bieganie, gra w piłkę nożną, jazda na nartach promują w ograniczony sposób przyrost BMD przed osiągnięciem 30 roku życia, a w znaczący sposób ograniczają spadek gęstości mineralnej w starszym wieku. Nawet spacery, czy nordic walking poprzez powtarzające się przeciążenia związane ze stąpaniem w pozycji wyprostnej, dostarczają bodźców, stymulujących przebudowę i utrzymanie gęstości w wielu obszarach kośćca. Należy pamiętać, aby nie zwiększać objętości treningowych, zbyt szybko, ponieważ grozić to może urazami przeciążeniowymi.

Pojawiały się także badania wprost sugerujące zwiększenie gęstości mineralnej pod wpływem ćwiczeń. Dotyczyły one najczęściej grup osób, pierwotnie nie uprawiające sportu, które doświadczyły już złamań typowych dla osteoporozy. W tego typu badaniach, skrajne wyniki obejmowały nawet wzrost BMD o 3.5% w stosunku do wyjściowej gęstości, a także ponad 6% w stosunku do grupy kontrolnej, która utraciła ponad 2.5% w stosunku do pomiarów wyjściowych w czasie 8 miesięcy. 

Artykuł ten w żaden sposób nie może służyć jako pełne opracowanie, jednak chciałem podkreślić dwa ważne aspekty naturalnego leczenia osteoporozy, które wymagają jedynie trochę samodyscypliny, z całkowitym pominięciem farmakoterapii, a same w sobie dają wymierne efekty, potwierdzone badaniami naukowymi. W dawkowaniu wysiłku fizycznego pomóc powinien lekarz rodzinny w ewentualnej konsultacji z kardiologiem i ortopedą.

O jeździe na rowerze w kontekście osteoporozy już wkrótce. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
Jestem członkiem agregatora naukowego researchblogging.org