Blog > Komentarze do wpisu

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe i zasady bezpieczeństwa

Lotnicze Pogotowie Ratunkowe i zasady bezpieczeństwa                Jako student na praktykach wakacyjnych, jeżdżąc wraz z lekarzami i ratownikami medycznymi w pogotowiu miałem szansę obserwowania w akcji załogi śmigłowca lotniczego pogotowia ratunkowego. Wielokrotnie wcześniej podczas jazdy na rowerze, mijałem prowizoryczne lądowisko dla helikopterów w okolicy mojego miejsca zamieszkania. Sądzę, że marzenia o lataniu nieobce są wszystkim ludziom, a szczególnie mężczyźni na pewnym etapie życia chcieliby nie tylko latać, ale i pilotować taki sprzęt. Obojętnie czy będzie to Mi-2 Plus, czy EC - 135. Sens lotniczego pogotowia to szybkość działania, a także dostęp do miejsc, z których medyczny transport lądowy byłby bardzo utrudniony, albo wręcz niemożliwy, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan pacjenta. Koszty utrzymania sprawnego śmigłowca, a także paliwa lotniczego są niebagatelne, liczy się więc każda minuta, podobnie jak w wielu dziedzinach medycznych.

                Z tego powodu, nigdy nie mogłem zrozumieć, po co po przyziemieniu czekać aż silnik ulegnie całkowitemu wygaszeniu, zamiast niezwłocznie przetransportować chorego do karetki. Przecież ten proces trwa kilka minut! W tym czasie pacjent czeka na miejscu/w karetce/w śmigłowcu, strażacy zabezpieczają lądowisko, karetka jest unieruchomiona, a często nawet ruch na sąsiadującej drodze jest wstrzymany. Martwy czas po którym turbina musi ruszyć i rozkręcić rotor, wypalając niepotrzebne paliwo i powodując dalszą stratę czasu, a śmigłowiec jest nieoperacyjny. Podczas jednego kursu chory czeka wspomniane wyżej kilka minut przynajmniej 3 razy, moim zdaniem w większości przypadków, zupełnie niepotrzebnie. Helikopter musi wylądować, zabrać chorego, wystartować i wylądować powtórnie, przekazując pacjenta do karetki/szpitala. Mija się to z ideą szybkości lotniczego pogotowia ratunkowego.

                Oczywiście argumentem w tym przypadku jest bezpieczeństwo, osób zaangażowanych w część naziemną pomocy (lekarzy, strażaków), jak i załogi śmigłowca. Rzeczywiście śmigło rotora głównego śmigłowca Mi-2 Plus po jego całkowitym zatrzymaniu się, jest na wysokości głowy wyższego człowieka, a śmigło ogonowe także, jeśli się obraca, oczywiście może zabić. Dlatego zabrania się podchodzenia do śmigłowca z tyłu i z przodu, a pozwala jedynie na zbliżanie się z boku. Ale tylko do śmigłowca z zatrzymanym rotorem głównym !

Bezpieczeństwo przy śmigłowcu

Zasady bezpieczeństwa zawarte na stronie lotniczego pogotowia ratunkowego :

„(…) W trakcie lądowania, wyłączenia silników, rozruchu oraz startu, generalnie w czasie, gdy wirnik nośny się kręci - obowiązuje bezwzględny zakaz zbliżania się kogokolwiek do śmigłowca na wyznaczone lądowisko HEMS lub odległość mniejszą jak 30 metrów. (…)”

                Rozwiązaniem praktykowanym w cywilizowanych krajach, w których też jest coś takiego jak lotnicze pogotowie ratunkowe, jest utrzymanie wysokich obrotów śmigła głównego, co zapewnia ich ułożenie się (prawie) w linii z horyzontalnej z piastą rotora głównego, czyli na wysokości ponad 3 metrów i podczas tego manewru przeniesienie chorego do karetki albo do helikoptera. Tak wysokie położenie łopat, sprawia, że manewr jest bezpieczny i nie wymaga całkowitego zatrzymania. Czym wolniejsze obroty, tym niżej znajdą się końcówki relatywnie miękkich, kompozytowych łopat śmigła, opadające pod własnym ciężarem. Wysokie obroty zapewniają więc bezpieczeństwo personelu i obsługi naziemnej, oczywiście zalecenie nie zbliżania się do śmigła ogonowego jest cały czas utrzymane. Dodatkowo warto wspomnieć, że w nowym EC135 problem ten nie występuje, niech potwierdzeniem będzie poniższe zdjęcie. Pomimo całkowitego zatrzymania łopat, cały czas są one znacznie powyżej głów ratowników. Przy wysokich obrotach byłyby jeszcze wyżej. 

Eurocopter EC135 i Lotnicze Pogotowie Ratunkowe

                Nie tylko u naszych cywilizowanych sąsiadów, te zasady istnieją. W miejscach, gdzie po porostu wylądować się nie da, czyli choćby w Tatrach, ratownicy TOPR bez problemu, wraz z nieszczęśliwymi turystami, dostają się do helikoptera podczas pracy śmigieł.

                Dla potwierdzenia, że z wyżej wspomnianych względów, ekstremalnie niebezpieczne może być zbliżanie się do śmigłowca, w którym procedura zatrzymania została rozpoczęta, strona helicoptercrashes, donosi :

The helicopter’s rotorcraft flight manual did not describe a procedure for the pilot to exit the helicopter while the engine and rotor continued to operate, but did state that during shutdown the pilot should, “Remain on the flight controls until the rotor has come to a complete stop.” 

Podczas zatrzymywania, pilot opuścił pokład i został uderzony śmigłem. W procedurach operacyjnych nie napisano, że wychodzić nie można podczas pracy śmigieł, ale napisano, że definitywnie nie można, kiedy śmigła są zwalniane do całkowitego zatrzymania.

                Konkluzja jest prosta. Dla pełnego bezpieczeństwa można czekać, choćby i ze względu na to, że prowizoryczne lądowisko nie jest całkowicie płaskie, ale osoby profesjonalne powinny móc obejść procedury i przyspieszyć działania, kiedy życie ludzkie jest zagrożone. Ustawianie sztywnych zasad nie wychodzenia i nie zbliżania się podczas pracy silnika, a także wyłączania go za każdym razem marnują czas i pieniądze i narażają życie pacjenta, a przy wadliwym zabezpieczeniu miejsca lądowania także i postronnych ludzi.  Zasady te, zwłaszcza w przypadku Mi-2 Plus, narażają na kontakt z rozpędzonym, choć już zatrzymującym się śmigłem, które kręci się na wysokości twarzy, kiedy w tym czasie powinno pracować na ponad 3 metrach i wysokich obrotach. Rozwiązanie to przyspieszyłoby transport pacjenta i kontakt z wykwalifikowanym personelem w szpitalu, a przy tym sprawiło, że śmigłowiec może szybciej i przy niższych kosztach powrócić do pracy.

Jak widać wyżej ludzie bez kasków też mogą podejść do helikoptera podczas pracy, luźno leżące przedmioty nie latają specjalnie. Prawdopodobnie skok łopat jest ustawiony na minimum, dzięki czemu zminimalizowano efekt wiatru. Nie mówię, że jest to najlepsze rozwiązanie, ale w mojej opinii optymalne. To, że błędy znajdują się też dalej w łańcuchu administracji, czy nawet w części medycznej nie uprawnia do rezygnacji z pomyślenia nad sensem tematu tego wpisu. Dodam tylko kilka argumentów Kolegów ratowników medycznych :

"Trzeba czekac to trzeba.. spieszy ci sie gdzies?? Dla mnie te kilka minut to nie problem (...) napewno nikt brzy zdrowych zmyslach nie bedzie sie sam lub (z pacjentem/zespole i sprzetem) pakował pod wirnik. "  Pacjent jest zabezpieczony, ale to nie znaczy, że czas nie gra roli. 

"Czas jest ważny dla pacjenta ale nie powinien powodowac ze bedziesz podrzucał HEMS "zgnile jajo" na zasadzie nic nie zrobiłem jakos dowiozlem ekspresowo przenisłem na drugie nosze i mam w dupie nie moj pacjent nie moj problem niech ONI sie matwia. "  Ekspresowo, ale tylko w miarę możliwości. To nie znaczy, że podczas szybkiego transportu nie można leczyć (zachowawczo), stabilizować stanu pacjenta. 
"Ponowne badanie/kontrola ITLS sie kłania, przygotowanie dokumentacji medycznej do przekazania pacjenta lekarzowi KTORY MOZE ODMOWIC PRZYJECIA NA POKŁAD HEMS i co wtedy zrobisz "szanowny kolego"?" Pewne procedury i tak trwają. Wydaje mi się, że czasu na wypełnienie dokumentacji wystarczy i tak. 
"Nalezysz do ludzi z wypaczoną wizja ratownictwa, bronisz wlasnego standardu i pomyslu na "lepsze" pogotowie gdzie doswiadczeni wieloletni koledzy kiwaja tylko z politowaniem na twoje argumenty." To nie jest mój pomysł, tak się robi na świecie, ale zgadzam się, czym ktoś starszy tym bardziej będzie kiwał głową, że to niemożliwe i głupie. Starszych drzew, łatwo się nie przesadza. Możnaby przytoczyć wiele przykładów z codziennego życia, które jakoś działają. Jakoś ? Czy to jest podstawa, żeby ich nie zmieniać ? Albo chociaż zastanowić się nad sensem tej zmiany, bez uprzedzeń, dyskutując za pomocą argumentów, a nie emocji, jak to się powinno dziać w Polsce w tak wielu dziedzinach życia.

Nazwa blogu jest już nieaktualna, jednak podoba mi się, bo sprzyja dyskusji. Niestety, sprzyja traktowaniu z niższością pomysłów studenta, co jest regułą. Kiedy jesteś młody niczego nie możesz zmienić, bo każdy kiwa głową z politowaniem. Jak jesteś już stary, to sam, wyuczony starych sztuczek, niczego nie chcesz zmieniać. Tak jak kiwano na Ciebie, tak i Ty kiwasz. Jeśli chodzi o podjęty temat, warto odnieść się do statystyk Polskich i USA, porównać który system transportu jest skuteczniejszy. A może większy sens ma logiczne podejście - transport ma być szybki, bo jak sam ratownik w komentarzu wspomniał - w karetce/heli się nie leczy. Leczy lekarz w szpitalu. Więc szybko, należy mu to leczenie umożliwić. 
czwartek, 12 stycznia 2012, mathmed
Jeśli treść artykułu spodobała Ci się, polub oficjalną stronę mathmed na facebooku i bądź informowany o nowościach na stronie :
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ponad 150 artykułów na blogu, wyszukaj :
Możesz też podzielić się ze znajomymi treścią artykułu klikając przycisk "lubię to" poniżej:

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , *.tvk.torun.pl
2012/01/13 21:32:01
Trzeba czekac to trzeba.. spieszy ci sie gdzies?? Dla mnie te kilka minut to nie problem... do HEMS zawsze oddaje w pełni zabezpieczonego pacjenta wiec spokojnie moge z nim te kilka minut poczekac i mam to pod kontrolą... napewno nikt brzy zdrowych zmyslach nie bedzie sie sam lub (z pacjentem/zespole i sprzetem) pakował pod wirnik.

Niewiele widziałes a sie wypowiadasz...
-
mathmed
2012/01/13 22:16:40
"spieszy ci sie gdzies??" nie każdy stan można leczyć w transporcie. Ratownik powinien to wiedzieć. Mnie się nieraz spieszy. Jak Tobie nie, to dobrze świadczy o Twoim podejściu do pacjenta, bo przecież każdy wie, że nie ma takiego bólu pacjenta, którego ratownik/lekarz by nie zniósł. Niestety pojedyncze przypadki wystawiają złe świadectwo całej grupie zawodowej.

Popatrz łaskawie jak się to robi w USA, na youtube masz filmiki, czy to z akcji, kręcone spontanicznie, czy to instruktażowe. Pisząc ten tekst wpadłem na kilka, gdzie na zatrzymanie nie czekano. Oni tam bardzo dbają o swoje i pacjenta bezpieczeństwo. Ale, wygląda na to, że jednak nieraz im się spieszy. Wiele nie widziałem, ale w miarę nabywania doświadczenia, włos się jeży na opieszałość, głupotę i brak wyobraźni niektórych, którzy życie mają ratować.
-
Gość: , *.tvk.torun.pl
2012/01/15 20:33:38
To ty pokazujesz brak profesjonalizmy i doswiadczenia... podstawowe pytanie czy jestes ratownikiem medycznym czy studentem jesli to pierwsze to proponuje najpierw nabyc doswiadczenia a potem dyskutowac, jesli juz ratownikiem to Twoim obowiazkiem jest zabezpieczyc pacjenta a nie patrzec na zegarek i czekac w napieciu na eSke czy HEMS. Czas jest ważny dla pacjenta ale nie powinien powodowac ze bedziesz podrzucał HEMS "zgnile jajo" na zasadzie nic nie zrobiłem jakos dowiozlem ekspresowo przenisłem na drugie nosze i mam w dupie nie moj pacjent nie moj problem niech ONI sie matwia.
Madre glowy zarzadzajace HEMS stworzyły takie a nie inne procedury i nie jest to w zaden sposob zle, nieprzemyslane czy glupie. Głupie jest Twoje podejscie nie wiesz co robic podczas calkowitego zatrzymania łopat smigłowca? Ponowne badanie/kontrola ITLS sie kłania, przygotowanie dokumentacji medycznej do przekazania pacjenta lekarzowi KTORY MOZE ODMOWIC PRZYJECIA NA POKŁAD HEMS i co wtedy zrobisz "szanowny kolego"?
-
mathmed
2012/01/15 21:00:39
Publikuję Twój wpis bez moderacji, choć trąci chamstwem.

"Twoim obowiazkiem jest zabezpieczyc pacjenta a nie patrzec na zegarek i czekac". Ależ ja już pisałem, polecam czytać komentarze, ale napiszę jeszcze raz. Nie każdy stan da się leczyć w transporcie, nie każdy nawet da się utrzymać stabilnie. Stąd czas jest istotny.

"Głupie jest Twoje podejscie nie wiesz co robic podczas calkowitego zatrzymania łopat smigłowca?" Podczas ZATRZYMYWANIA, które trochę trwa jest głośno i nawet nie osłuchasz.

" Ponowne badanie/kontrola ITLS sie kłania, przygotowanie dokumentacji medycznej do przekazania pacjenta lekarzowi KTORY MOZE ODMOWIC PRZYJECIA NA POKŁAD HEMS i co wtedy zrobisz "szanowny kolego"?" Dokumentacja jest najważniejsza. Masz rację, operacja się udała, ale pacjent nie żyje.

Ktoś pisał o latających przedmiotach, od tego jest regulacja skoku łopat. Ten problem można zminimalizować.

Jeszcze raz polecam zajrzeć jak to się robi w USA. Szybko, bezpiecznie i chyba nawet dokumenty zdążą wypisać.
-
Gość: , *.tvk.torun.pl
2012/01/15 22:27:26
Konczac bezowocna dyskusje... Czerpiesz przyklady z U.S.A proponuje sie tam przeniesc skoro tak ekscytuje Ciebie podbieganie do "aktywnego" HEMS-a i wiatr we wlosach od lopat smiglowca. Dla mnie ważniejszy jest szereg wczesniej wspomnianych czynnosci ktore wykonam i dokumentacja dobrym wysoko jakosciowym standardem jest chociazby wydruk 12 EKG dla lekarza z HEMS... Pacjenta niestabilnego HEMS nie zabiera lepsza jest tutaj zdecydowanie eSka, nie wiem jak Ty ale ja nie lecze w karetce tylko zabezpieczam pacjenta leczy lekarz w szpitalu na podstawie pelnych wynikow badan i diagnostyki ronicowej.
Końcowa moze brzydka konkluzja:
Nalezysz do ludzi z wypaczoną wizja ratownictwa, bronisz wlasnego standardu i pomyslu na "lepsze" pogotowie gdzie doswiadczeni wieloletni koledzy kiwaja tylko z politowaniem na twoje argumenty. Coż moze z biegiem czasu zmienisz to lub pozostaniesz Turbotem.
-
mathmed
2012/01/16 07:56:49
"Konczac bezowocna dyskusje... Czerpiesz przyklady z U.S.A proponuje sie tam przeniesc skoro tak ekscytuje Ciebie podbieganie do "aktywnego" HEMS-a i wiatr we wlosach od lopat smiglowca." Ja nie mówię, że coś mnie ekscytuje. Warto się zastanowić nad zaletami takiego rozwiązania, ewentualnie statystycznie pokazać przewagę aktualnie funcjonujących przepisów.

Wspominałeś, że możesz poczekać kilka minut, a przecież tzw "złota godzina" się nie rozciągnie. Niech to będzie mój argument w tej sprawie.

Wspominasz o dokumentacji - jesteś pewien, że nie zdążyłbyś jej przygotować, gdyby śmigło się nie zatrzymywało ?

" Pacjenta niestabilnego HEMS nie zabiera lepsza jest tutaj zdecydowanie eSka," - Jesteś przekonany, że w większości ciężkich przypadków jesteś w stanie ustabilizować stan pacjenta lepiej, jeśli masz te kilka minut dłużej ? A może ten czas zwiększa szanse na destabilizację stanu pacjenta ?

Dyskusja jest ważna, fajnie by było ją toczyć bez nazywania kogoś turbotem, używania słowa głupi, z politowaniem itp.
-
Gość: Iron, *.adsl.inetia.pl
2012/01/17 11:56:30
Wiecie co, ja nie widzę problemu z podchodzeniem kiedy śmigła są włączone i chodzą bez ciągu, bo przecież często ratownik pokładowy LPR wychodzi wcześniej żeby sprawdzić czy wszystko sprawnie działa i tak samo dzieje się przed startem. Problem jest jeden: wyszkolenie

Kto z Was jako pracownik ZRM, czy na studiach miał okazję przejść konkretne szkolenie z zakresu przyjęcia, zabezpieczenia miejsca, działania HEMS? Można poczytać w książkach, może coś było powiedziane na studiach, ale w praktyce nikt czegoś takiego przy użyciu choćby uziemionego śmigłowca nie praktykował. A jak dobrać odpowiednie miejsce do lądowania? Jak i w którym miejscu się ustawić?

PSP, OSP cały zeszły rok były szkolone z zasad współpracy z HEMS i to zarówno w dzień i w nocy.

I dlatego zasady są jasne i czytelne: nie podchodź, nie pchaj się, poczekaj na znak od załogi śmigłowca.

Teraz w kwestii filmiku z youtube
Wiesz jaka jest wypadkowość śmigłowców w USA? Widziałeś w jakim miejscu lądował? Amerykanie są debilami, którzy mają wmawiane postępowanie typu "American hero" na każdym możliwym kroku. Działania jakie mogą tam podejmować ratownicy jeżdżący w karetkach to nieraz tylko BLS AED z ambu i rurką ug albo ng. Tam pacjenta się pakuje i jedzie.
U nas pacjent do transportu ma być wydolny i ustabilizowany w miarę możliwości (wiadomo zdrowych się nie wozi, ale...) i lekarz LPR ma obowiązek pacjenta przed przyjęciem na pokład zbadać i może odmówić transportu.
-
mathmed
2012/01/17 13:02:53
Każdy wie, że są różnice, ale powstaje pytanie, który system jest lepszy. Nie sądzę, żeby ktoś z naszych ratowników stwierdził, że system USA, bo byłby kanibalem. Jednak dobrze podyskutować na argumenty, a nie inwektywy.

"U nas pacjent do transportu ma być wydolny i ustabilizowany w miarę możliwości " Oczywiście, jednak często to właśnie upływający czas gra na naszą niekorzyść (jako chorych/pacjentów).

W poprzednim komentarzu zadałem kilka pytań merytorycznych, odnośnie różnic w obu systemach i zalet/wad z tym związanych. Ciekawe też jak to się przekłada na statystyki.
-
Gość: Iron, *.adsl.inetia.pl
2012/01/17 17:10:42
Wiesz co, system w USA to jest zupełnie inna bajka. Tam jest szybciej, ponieważ jest większe i częstsze rozmieszczenie karetek, gdzie nie zawsze siedzi ktoś kto jest Paramedic (który jest tam najwyższym stopniem, a z możliwościami mniejszymi niż Ratownik medyczny), tam podstawa to jest szybka reakcja społeczeństwa, które potrafi wykonywać RKO, bo ma to tłuczone od przedszkola, a decyzja zespołu ratowniczego o wezwaniu śmigłowca jest również szybka i nie ma problemów z jego wylotem.
W polsce mamy zgoła inny system, gdzie ratownik jest w stanie zabezpieczyć i ustabilizować pacjenta w większości przypadków, niestety uruchomienie HEMS trwa trochę czasu, poza tym śmigieł jest mało i nie zawsze to najbliższe jest wolne. To są miejsca gdzie należy szukać oszczędności w czasie.
Ile lądowisk widziałeś? Bo ja niejednokrotnie kiedy czekam na śmigło żeby odebrać od nich pacjenta zbieram śmieci, które są dookoła, lub na samym lądowisku.

Poza tym, w USA jest elektroniczny, centralny system dokumentacji, a więc zarówno załoga HEMS jak i lekarz w Emergency Department może mieć wgląd w parametry pacjenta jeszcze przed wystartowaniem śmigłowca.

Co do samego śmigłowca i podejścia. Ratownik pokładowy wysiada bardzo często zarówno po wylądowaniu jak i przed startem i obserwuje pracę śmigieł - ponieważ z zakresu pracy ze śmigłem jest przeszkolony. W TOPR również nie ma z tym problemu, a nawet z wyciągnięciem pacjenta ze śmigła. Jest tylko jedno ale...
W TOPR pacjent jest ułożony w koszu, bądź na desce, które bez problemu odpina się od podłogi i wyciąga człowieka - robią to ratownicy TOPR.
W LPR w śmigłowcach EC "nosze" śmigłowcowe wyjeżdżają przez boczne drzwi po skosie i są jedyne w swoim rodzaju - nie ma takich w karetce, więc nawet wyciągnięcie pacjenta na desce trochę trwa, do tego pasy, kable, kroplówki... popatrz na zdjęcie które umieściłeś i zobacz jak wysoko otwierają się boczne drzwi w EC... a jak wysoka jest karetka?

Teraz do komentarzy, które próbujesz odpierać, ale już bez cytatów:

Jeździłeś karetką? Wiesz jak trzęsie i rzuca w środku czasami? Jak nie łatwo jest w takich warunkach przygotować lek do podania, podać, założyć IV, zmierzyć RR? Próbowałeś kiedyś wypisywać kartę wyjazdową w czasie jazdy? Po polskich drogach? Zapomnij. Tym bardziej, że dokumentacja, którą przekazuję ma być czytelna.
Na ostatnich Mistrzostwach Polski W Ratownictwie Medycznym doktor z centrum oparzeń przypominał, że często przekazując pacjenta poparzonego LPR zapominamy o napisaniu w karcie ile płynów powinien dostać i ile już dostał...

Też jestem młody, pracuję w tym zawodzie chwilę i przychodząc do pracy zmieniałem przyzwyczajenia moich kolegów i łamałem pewne stereotypy, ale również sam musiałem kilkukrotnie przywalić głową o różne bariery, które nakłada na nas ustawodawstwo i rzeczywistość polska niestety.

Przykład? Zespół P, wyjazd do pacjentki w ciężkim stanie, noc, pada deszcz, zapierdzielamy na zbicie karku, na miejscu w domu dosłownie load and go, IV w karecie, parametry i badanie w czasie jazdy na sygnale najpierw obwodnicą, a później przez miasto, w trakcie telefon do CPR żeby powiadomić SOR. Pacjent po drodze pomimo leczenia traci oddech - stop - telefon do lekarza, leki i intubacja i dalej w droge. Po 20minutach dojeżdżamy do SOR - kolejka karetek, a więc trzeba wyjść, poprosić kolegów żeby się przesunęli, bo nie ma nawet opcji wyładować. Pacjentka z monitorem, kroplówkami, butla i respirator między nogi i na SOR - jest remont SOR kardiologiczny przeniesiony, a więc w jedną windę, drugą - pacjentka się zatrzymuje, 30 uciśnięć i adrenalina i zaskakuje wjeżdżamy na SOR, a tam?
KOLEJKA. Czekać trzeba. NZK? a to trzeba było wziąć plecak. ZRM przed nami czeka już 20min z zaostrzeniem dusznicy, a na SOR nie ma w tej chwili nawet wolnego łóżka, ani gniazda z tlenem, który w butli się kończy. Tam lekarz i dwie pielęgniarki, więc nikt nawet nie wychodzi, nikt nie robi TRIAGE pacjentów, jak przyjechali taka kolejka... Dzwonili z CPR? tak, ale na ten drugi SOR, a tam nikt nie przekazał. Zresztą i tak trzeba czekać...
Jestem członkiem agregatora naukowego researchblogging.org